Historia pewnego Ogór-ziarenka
Kiedy się obudziłem, było ciemno i duszno... nagle ! Zobaczyłem światło, a wokół mnie mrowiło się mnóstwo ziarenek podobnych do mnie. Wszystkie były różowe! Pełen obaw popatrzyłem na siebie i...to niemożliwe! Ja też jestem różowy! Nagle aaau...! Z nieprawdopodobną prędkością lecimy gdzieś w dół... I zaraz wszystko się uspokoiło, oszołomiony rozejrzałem się i zauważyłem, że moi różowi kamraci zostali rozrzuceni, a wszyscy leżeliśmy na ziemi.
Wtedy coś zasłoniło słońce.
Tak szybko zapadła noc ?- zapytałem sam siebie.
- Nie, Ty Ziarenkodurniu ! To ludzie- odpowiedział jakiś towarzysz niedoli.
Wtedy niewielkich rozmiarów białe kulki zaczęły lecieć z nieba.
- AAAAAAAAA !!! RATUNKU !!! POMOCY !!! -darłem się wniebogłosy.
- ATAK BIAŁYCH KULEK !!!
- Przestań wreszcie, Ty Ziarenkodurniu, to ludzie sypią nawóz !-mój sąsiad był rozwścieczony nie na żarty.
- Nawóz ?-zapytałem- co to może być?
- ACHAA ! To chyba coś takiego, żebyśmy szybciej rośli.
- No właśnie , ale skąd Ty o tym wiesz ? -zapytało inne ziarenko.
- Mama opowiadała mnie i mojemu rodzeństwu-odpowiedziałem
- Kiedy będziemy już dorośli i ludzie wysieją nas do ziemi, abyśmy mogli wydać na świat własne potomstwo, to wcześniej posypią nas nawozem, ale to nic strasznego, to po prostu witaminki, od których będziemy silni i zdrowi i które pomogą nam szybko urosnąć- mówiąc to oczy zaszły mi łzami na wspomnienie mamy, którą zerwano na mizerię.
- Dlaczego jesteś smutny?-zapytał mój sąsiad.- Na pewno myślisz o mamie? Moją ukisili...
- A moja zakończyła żywot w sałatce warzywnej...-odezwało się inne Ogór-ziarenko, które było stanowczo większe od nas wszystkich.
I zaczęła się wielka gadanina pomiędzy wszystkimi Ogór-ziarenkami na temat sensu życia ogórków.... Ludzie już poszli do swoich domów i zapadła noc. Ziarnka jeszcze długo dyskutowały, ale w końcu zrobiły się senne i zasnęły...
***
Po kilku dniach obudziłem się z bólem brzucha. Oj, jak boli! Ale co to?
- Coś wyrasta mi z brzucha?!
- Nie jęcz -powiedział ktoś obok - rośniesz, na dodatek bardzo szybko.Jesteś silnym Ogór-ziarenkiem -.
Byłem obolały, przestraszony, ale zarazem bardzo szczęśliwy.Po jakimś czasie przyszli ludzie, ciągnąc za sobą jakieś węże. Ach tak, będa nas podlewać! Orzeźwiająca woda dodała mi znowu sił, aby piąć się w górę, do słońca.To było niesamowite uczucie, kiedy widziałem kolejny liść na końcu każdego mojego pędu, a obok liści, jak najpiękniejsze zielone sprężynki, wyrastały moje wąsy.Wszystkie Ogór-ziarenka szybko pięły się ku niebu, ale ja podświadomie czułem, że jestem jednym z najpiękniejszych i najsilniejszych krzaków na całej plantacji. Widziałem, że niektóre Ogór-ziarenka podchodzą teraz do mnie z dystansem, ponieważ górowałem swoim wzrostem nad większością. Cóż, w życiu tak bywa, wszyscy jesteśmy różni, szkoda tylko, że nie każdy potrafi się z tym pogodzić. Mam jednak nadzieję, że w końcu zaakceptują mnie za to jaki jestem, a nie będą mnie oceniać po wyglądzie.Tego wieczoru zasnąłem bardzo szybko po wyczerpującym, ale jakże owocnym dniu.
***
Kilka następnych dni było podobnych do siebie, kolejne pędy, na nich kolejne liście, a obok kolejne piękne sprężynki i oczywiście ...kolejne zawistne spojrzenia współmieszkańców plantacji. Już się bałem, że popadnę w melancholię, aż nagle usłyszałem, jak jedno z Ogór-ziarenek krzyczy
-Ty, Adonis, masz już kwiatki!
- Ja...jakie kwiatki-zapytałem chyba głupio, bo wiedziałem, że taka jest kolej rzeczy. Najpierw kwiatki, a z nich małe ogóreczki, moje dzieci...Moje dzieci?! To nie może być prawda! Niepewnie spojrzałem na siebie i zobaczyłem, że tych kwiatków, żółtych jak słońce nad nami jest całe mnóstwo.To nieprawdopodobne, za kilka dni będę rozbrzmiewał dziecięcym szczebiotem moich dzieci?! Tej nocy z wrażenia nie mogłem zasnąć, targany niepokojem, co przyniosą następne dni...
***
Kiedy rano obudziłem się, słońce było już wysoko na niebie, pogoda była fantastyczna, wokół słyszałem gwar podekscytowanych ogórków, przeciągnąłem się i...O mój Boże! Co stało się z moimi maleńkimi żółtymi kwiatkami? Bałem się spojrzeć na siebie, ale w końcu musiałem to zrobić. Szeroko otworzyłem oczy ze zdumienia, zamiast kwiatów byłem obsypany masą maleńkich zielonych ogóreczków, które beztrosko szczebiotały, najwyraźniej ciesząc się swoimi narodzinami, blaskiem słońca i własną obecnością. Wreszcie czułem się spełniony, kolejno przywitałem moje dzieci i pozwoliłem im cieszyć się sobą, sam pogrążając się w zadumie nad naszym, a właściwie ich losem. Czy mam im pozwolić cieszyć się chwilą, czy może jednak uświadomić, co czeka każdego ogórka: kiszenie, konserwowanie, mizeria, sałatki, a wybrańcy losu będą zostawieni na nasionka, czyli Ogór-ziarenka, z których wyrośnie masa kolejnych ogóreczków takich jak one? Ech, jak im to powiedzieć, skoro sam nie wiem, jaki to ma sens?
***
Minęło kilka dni, były one bardzo szczęśliwe, ale coraz częściej nachodziły mnie myśli o tym, co będzie z nami wszystkimi, czy jako korniszony będziemy nadal cieszyć się życiem? Miałem masę pytań, na które nie mogłem znaleźć odpowiedzi.Aż nadszedł ten dzień, DZIEŃ ZBIORÓW! Wtedy usłyszałem rozmowę, która na zawsze zmieniła moje myślenie o racji naszego istnienia. Czekaliśmy, kiedy ludzie skończą zbierać z rządka obok i wejdą na nasz, kiedy jeden z ludzi zadał drugiemu nurtujące mnie od zawsze pytanie
- Jak myślisz, czy na tym, że my je zerwiemy, a inni zapakują do słoików, kończy się ich żywot?
- Hmmm-zamyślił się ten drugi
- To chyba nie jest tak, takie przerobione ogórki trafiają na nasze stoły, my chętnie je zjadamy, więc wydaje mi się, że one ciągle rosną, ale...w nas -.
MY CIĄGLE ROŚNIEMY, ALE W NICH?!To bylo pięknie powiedziane, to nadało nowy sens naszemu życiu, to pomogło mi wytłumaczyć moim dzieciom, po co tak naprawdę się rodzimy.
| « poprzednia | następna » |
|---|




Det behövs kraftfulla insatser för att nyanlända elever med annat modersmål än svenska ska få möjlighet att nå de nationella målen för skolan. Det konstaterar Skolinspektionen efter en kvalitetsgranskning av nyanlända elevers situation. 





