Tema Modersmål Polska

Praca wyróżniona w I Konkursie Literackim: Marzena Wiśniewska

Drukuj

Dlaczego?

Był piękny, słoneczny dzień. Wtedy jak zwykle po szkole poszłam do centrum, by spotkać się ze znajomymi. Ale ten dzień okazał się jednym z najgorszych dni mojego życia.

Siedzieliśmy na ławce, tuż przy sklepie. Śmialiśmy się i rozmawialiśmy o szkole. Nagle doszło do strzelaniny miedzy dwoma gangami. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wychodzący ze sklepu, dziewiętnastoletni chłopak został ranny w głowę, upadł na ziemię i nie ruszał się. Nie wiedziałam, co mam zrobić - wszyscy uciekli, zostali tylko nieliczni, którzy widzieli całe zdarzenie. Podbiegłam do niego i szybko wezwałam pomoc. Na szczęście przyjechali po chwili.

Nie mogłam jechać razem z nimi, więc udałam się do domu by się przebrać. Pojechałam do szpitala i na recepcji spytałam o chłopaka, który został przywieziony tu dzisiaj, postrzelony w głowę. Otrzymałam informacje, gdzie został przewieziony. Gdy znalazłam się przed salą, nie wiedziałam, czy powinnam tam wejść, lecz coś kazało mi to uczynić. Weszłam cicho do sali i ujrzałam chłopaka leżącego w szpitalnej pościeli. Był podłączony do mnóstwa urządzeń utrzymujących go przy życiu. Patrzyłam na niego i myślałam. Dlaczego tak się stało? Dlaczego to był akurat on? Po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Gdyby był tam o 10 minut później, nic by się nie stało. Gdy tak myślałam o tej całej sytuacji poczułam na plecach dotyk obcej ręki. Odwróciłam się i ujrzałam dziewczynę niewiele starszą ode mnie - to była jego siostra, miała na imię Justyna, a on Michał. Zapytała, czy jestem jego znajomą... Nie bardzo wiedziałam, co odpowiedzieć. Przecież byłam zupełnie obcą mu osobą. Opowiedziałam jej o zdarzeniu w centrum miasta i o tym, że to wezwałam pogotowie. Uśmiechnęła się do mnie i ze łzami w oczach powiedziała, że gdyby nie ja, to Michała by tutaj teraz nie było. Wtedy poczułam się komuś potrzebna i doceniona. Rozmawiałyśmy potem jeszcze długo do momentu, gdy spostrzegłam, która jest godzina. Załamana wróciłam do domu, bo Justyna opowiedziała mi jeszcze o tym, że ich rodzice zginęli rok temu w wypadku samochodowym. Zostali całkiem sami, bez żadnej pomocy. Utrzymywała ich tylko renta po zmarłych rodzicach. Dlaczego niektórzy mają ciężko w życiu, a my narzekamy często na swoje, mimo tego, że mamy o wiele lepiej od nich? Wiedziałam, że nie mogę ich teraz tak zostawić, zwłaszcza teraz, gdy potrzebowali czyjeś pomocy. Odwiedzałam Michała codziennie w szpitalu, opowiadałam o wszystkim tym, co się dzieje, o sobie i o tym, co go ominęło. Justynie pomagałam w szukaniu pracy. To wszystko, co mogłam dla nich zrobić. Niby tak mało a dla nich znaczyło tak wiele.

7 miesięcy później Michał obudził się z długiej śpiączki. Otworzył szeroko oczy i wyszeptał: "Mój aniele..." Zdziwiło mnie to bardzo, bo przecież mnie nie znał. Domyśliłam się, że on słyszał o wszystkim tym, co mu mówiłam. Z każdym dniem czuł się lepiej. Wychodziliśmy na spacery. Staliśmy się przyjaciółmi. Powoli wszystko się układało. Zdrowiał z dnia na dzień, Justyna miała prace, która sprawiała jej przyjemność, a ja miałam Michała, do którego coraz bardziej się przyzwyczajałam. Lecz szczęście nie trwało zbyt długo. Pewnego dnia, gdy poszłam do szpitala by zobaczyć się z nim, w sali zastałam puste łóżko, bez Michała. Pomyślałam, że poczuł się na tyle dobrze, że lekarze postanowili już go wypisać do domu. Nagle usłyszałam płacz Justyny. Podbiegłam i zapytałam: co się stało? Powiedziała, że mieli go już wypuścić, ale w nocy było z nim bardzo niedobrze. Miał wysoką gorączkę i zawroty głowy. Próbowali go jeszcze reanimować, ale to nie przyniosło żadnego skutku. Michał umarł...

Biala rozaPłakałam często po nocach, to było naprawdę niesprawiedliwe! Dlaczego tak się stało?! Przecież miało być zupełnie inaczej... Nie wiedziałam, kogo mam obwiniać za jego śmierć… Lekarzy, którzy nie mogli już nic zrobić, czy siebie? Na pogrzebie nie było zbyt wielu ludzi. Ujrzałam Justynę, która siedziała sama i patrzyła na trumnę Michała. Usiadłam obok niej i przytuliłam mocno. Później podeszłam do trumny, aby ostatni raz ujrzeć Michała i pożegnać się z nim. Był uśmiechnięty jak zawsze. Położyłam na jego piersi białą różę, symbol mojej miłości do niego, bo zdążyłam go już pokochać jak nikogo innego na świecie...
 

Żarty primaaprilisowe
Prima aprilis to dzień żartów, obyczaj obchodzony w wielu krajach pierwszego kwietnia. Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, kłamaniu, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. (Więcej w Wikipedii!). Zapraszamy też do lektury artykułu w portalu Deser.pl, w którym redaktorzy zamieścili wiele żartobliwych informacji opublikowanych w polskich mediach.

Włącz Polskę!

WlaczPolske

Prez. Komorowski...

prezydent-dla-mlodych

Kultura w sieci

kula

Serwis Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który pozwoli dzieciom na poznanie POLSKI jako ciekawego miejsca ... z bogatą kulturą i sztuką ... ale też ciekawą historią, tradycjami, dziedzictwem... miejsca, które warto odkryć. Polecamy!

Baza jęz polskiego

bnd-drzewo


Zasoby PCN

pcn