Dlaczego?
Był piękny, słoneczny dzień. Wtedy jak zwykle po szkole poszłam do centrum, by spotkać się ze znajomymi. Ale ten dzień okazał się jednym z najgorszych dni mojego życia.
Siedzieliśmy na ławce, tuż przy sklepie. Śmialiśmy się i rozmawialiśmy o szkole. Nagle doszło do strzelaniny miedzy dwoma gangami. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wychodzący ze sklepu, dziewiętnastoletni chłopak został ranny w głowę, upadł na ziemię i nie ruszał się. Nie wiedziałam, co mam zrobić - wszyscy uciekli, zostali tylko nieliczni, którzy widzieli całe zdarzenie. Podbiegłam do niego i szybko wezwałam pomoc. Na szczęście przyjechali po chwili.
7 miesięcy później Michał obudził się z długiej śpiączki. Otworzył szeroko oczy i wyszeptał: "Mój aniele..." Zdziwiło mnie to bardzo, bo przecież mnie nie znał. Domyśliłam się, że on słyszał o wszystkim tym, co mu mówiłam. Z każdym dniem czuł się lepiej. Wychodziliśmy na spacery. Staliśmy się przyjaciółmi. Powoli wszystko się układało. Zdrowiał z dnia na dzień, Justyna miała prace, która sprawiała jej przyjemność, a ja miałam Michała, do którego coraz bardziej się przyzwyczajałam. Lecz szczęście nie trwało zbyt długo. Pewnego dnia, gdy poszłam do szpitala by zobaczyć się z nim, w sali zastałam puste łóżko, bez Michała. Pomyślałam, że poczuł się na tyle dobrze, że lekarze postanowili już go wypisać do domu. Nagle usłyszałam płacz Justyny. Podbiegłam i zapytałam: co się stało? Powiedziała, że mieli go już wypuścić, ale w nocy było z nim bardzo niedobrze. Miał wysoką gorączkę i zawroty głowy. Próbowali go jeszcze reanimować, ale to nie przyniosło żadnego skutku. Michał umarł...
Płakałam często po nocach, to było naprawdę niesprawiedliwe! Dlaczego tak się stało?! Przecież miało być zupełnie inaczej... Nie wiedziałam, kogo mam obwiniać za jego śmierć… Lekarzy, którzy nie mogli już nic zrobić, czy siebie? Na pogrzebie nie było zbyt wielu ludzi. Ujrzałam Justynę, która siedziała sama i patrzyła na trumnę Michała. Usiadłam obok niej i przytuliłam mocno. Później podeszłam do trumny, aby ostatni raz ujrzeć Michała i pożegnać się z nim. Był uśmiechnięty jak zawsze. Położyłam na jego piersi białą różę, symbol mojej miłości do niego, bo zdążyłam go już pokochać jak nikogo innego na świecie...| « poprzednia |
|---|




Prima aprilis to dzień żartów, obyczaj obchodzony w wielu krajach pierwszego kwietnia. Polega on na robieniu żartów, celowym wprowadzaniu w błąd, kłamaniu, konkurowaniu w próbach sprawienia, by inni uwierzyli w coś nieprawdziwego. (





